Cytaty
Ksiądz wybiegł pierwszy w sutannie znacznie krótszej, w poważnym kapeluszu kapłańskim. Za nim szła panna Karolina. Dwie pierwsze osoby zajęły miejsce główne na wózku. Cezary siadł na przednim siedzeniu, obok Jędrka, ale twarzą nie do koni, lecz do tamtych dwu osób zwrócony. Siedzenia, obite grubym szarym suknem, były zawieszone na potężnych pasach skórzanych zaczepionych o głowice literkowych haków. Wszyscy siedli, woźnica cmoknął kilkakroć na czarne "krety", a one tymczasem nie zamierzały wcale ruszyć z miejsca. Wspinały się, biły na miejscu kopytami albo zginając łby ku ziemi wydawały krótkie, urywane rżenie, które nic dobrego nie wróży. Rozległ się cichy rozkaz Hipolita, który z konia przyglądał się swemu umiłowanemu zaprzęgowi:
Maciejunio, dostrzegłszy rannego gościa na sofie, zafrasował się, zmartwił, o mało nie płakał. Jakże to! Jeszcze śniadania nie ma na stole, a gość, taki gość, paniczów4 największy przyjaciel, czeka! Zakrzątnął się, zabiegał jak fryga, aż podskakiwał w pośpiechu. Wnet napędził do tej sali bosych pokojówek, jakichś małych "podręcznych" Piotrków i Florków. Nakryto stół i piorunem wniesiono koszyki z chlebem żytnim, z bułkami własnego wypieku, z suchymi ciasteczkami i rogalikami. Maciejunio własnoręcznie naznosił słoików z miodem, konfiturami, konserwami, sokami. Tu podstawił "masełko", tam rogaliki. Pod siwym przystrzyżonym wąsem uśmiechał się spoglądając na pewien słoik, który nieznacznie wskazywał, i coś "ośmielał się" szeptać z cicha na jego wielką, bardzo wielką pochwałę. Cezary przysiągł mu oczyma, iż odwiąże opakowanie słoika i skosztuje, a nawet sięgnie dokumentnie do wnętrza. Od wczorajszych doświadczeń polegał na zdaniu Maciejunia. Wniesiono uroczyście tacę z kamiennymi imbrykami. W jednym była kawa, kawa jednym słowem - nie jakiś sobaczy ersatz niemiecki - "kawusia", rozlewająca aromat swój na dom cały. W kamiennych także garnuszkach podsuwano porcję śmietanki. Z kożuszkami zagorzałymi od ognia uśmiechały się do gościa te kamienne garnuszki, przypiekane przez ogień zewnętrzny.
- Dziwny gust!
|